Do tej najdłuższej i najbardziej wymagającej podróży przygotowywaliśmy się przez rok. Gdy uznaliśmy, że jesteśmy gotowi wyruszyliśmy z Paryża zgodnie z planem 17-go lipca 2015.
Plan podróży przedstawiał się następująco:
We Francji pogoda nam sprzyjała, momentami było wręcz za ciepło, co nieco utrudniało jazdę. Mimo to, staraliśmy się przebyć jak największy dystans każdego dnia.
Paryż, miasto o dwóch twarzach, okazał się przyjazny dla rowerzystów. Ścieżek jest sporo, są one dobrze oznakowane co ułatwia poruszanie się po mieście, nawet gdy się tam nie mieszka.
Kłopoty napotkaliśmy próbując wydostać się z Paryża. Nawigacja kilkukrotnie wyprowadziła nas na autostradę, co nieco pomieszało nam plany. W końcu przestaliśmy walczyć z tymi przeciwnościami i, poruszaliśmy się niektórymi odcinkami autostrady.
Po pokonaniu trudności technicznych zaczęliśmy się kierować w stronę Rotterdamu, mijając po drodze Lille. Przez cały czas staraliśmy się nie zbaczać ze ścieżek rowerowych.
Po przejechaniu około 200 km postanowiliśmy się zatrzymać.
Nasz pierwszy nocleg to pełen luksus:
Dalsza podróż przebiegała bez większych problemów.
Wyczerpani całodzienną jazdą postanowiliśmy nabrać sił na kolejne dni.
Nie obyło się bez drobnych problemów technicznych w postaci przebitej na trasie dętki. Sytuacja nie przerosłaby nas gdyby nie fakt,że jedyna pompka, którą zabraliśmy z domu zaginęła kilkadziesiąt kilometrów wcześniej. Przejeżdżający nieopodal tubylec (również cyklista) poratował nas swoją pompką.
Niesprzyjające warunki pogodowe to nic dla tak wytrawnych podróżników.
Krótka relacja z podróży:
Podróż przez Rotterdam jest niezwykle przyjemna, ponieważ miasto jest bardzo zielone i malownicze.
Następnie udaliśmy się się na północ w stronę Amsterdamu, gdzie mieszka nasz kuzyn.
Amsterdam - raj dla rowerzystów:
Po wizycie w "Rowerowej stolicy" wyruszyliśmy w stronę Niemiec. Naszym celem był tym razem Berlin.
Po noclegu u rodziny udaliśmy się w dalszą podróż za punkt docelowy obierając sobie Berlin.
Podróż przebiegała spokojnie, gdy w tak niesamowitych okolicznościach przyrody pokonywaliśmy kolejne kilometry.
Nasz pierwszy nocleg nie pod gołym niebem - tego nam było trzeba! :)
Wypoczęci i, co najważniejsze, wysuszeni wyruszyliśmy dalej, wciąż mając na celu Berlin.
Po drodze mijaliśmy kolejne urokliwe miasteczka, dzięki czemu droga się nie dłużyła.
Kolejny nocleg nie miał już nic wspólnego z luksusami poprzedniej nocy.
Niestrudzeni, wyruszyliśmy przed siebie.
Po drodze przyszło nam pokonywać najróżniejsze rodzaje nawierzchni :)
Po drodze podziwialiśmy niesamowite widoki, które zrobiły na nas ogromne wrażenie.
Prawie u celu - jest Berlin!
Brama Brandenburska:
Berlin - ciąg dalszy:
MUR BERLIŃSKI
BERLIN:
Kolejny cel - Frankfurt n. Menem
SŁUBICE - ostatni przystanek przed powrotem do domu
META - SZADEK i powitanie, które zgotowali nam rodzina i znajomi. Dziękujemy i zapraszamy za rok!

No comments:
Post a Comment